Pierwsze tygodnie wspólnego życia były spokojne. Oleg okazywał mi dużo uwagi. Nie stawiał wygórowanych wymagań, pomagał w codziennych obowiązkach i potrafił zaskoczyć drobnymi gestami.
Pewnego dnia zostawił nawet na mojej poduszce gałązkę bzu. Był to niewielki prezent, ale sprawił mi ogromną radość.
Z czasem zauważyłam jednak coś dziwnego.
Oleg niemal nigdy nie rozstawał się ze swoim telefonem.
Zabierał go ze sobą do każdego pomieszczenia, trzymał w kieszeni szlafroka, a wieczorem odkładał ekranem do dołu na szafce nocnej. Kiedy wychodził z pokoju, telefon zawsze zabierał ze sobą.
Początkowo nie przywiązywałam do tego większej wagi. Każdy ma przecież prawo do prywatności. Jednak z biegiem czasu jego zachowanie zaczęło mnie niepokoić.
Pewnego wieczoru wrócił z pracy później niż zwykle. Telefon krótko zawibrował. Oleg spojrzał na ekran, zmarszczył brwi i natychmiast schował urządzenie do kieszeni.
Zapytałam, czy wydarzyło się coś złego.
Odpowiedział, że to tylko sprawy służbowe.
Nie chciałam robić scen. Mimo to tamtej nocy po raz pierwszy pomyślałam, że być może ponownie zostałam oszukana.
Moje poprzednie małżeństwo nauczyło mnie, że pozornie spokojne życie może skrywać wiele bolesnych tajemnic.
Nie wiedziałam jeszcze, że prawda dotycząca telefonu Olega okaże się zupełnie inna, niż przypuszczałam.
IV. Nudności, które okazały się początkiem czegoś niezwykłego
W kolejnych dniach moje samopoczucie wyraźnie się pogarszało.
Najpierw źle reagowałam na tłuste potrawy. Później przeszkadzał mi zapach smażonej cebuli, a nawet poranne powietrze wpadające przez otwarte okno kuchenne.
Oleg szybko zauważył, że jestem blada i wyglądam na zmęczoną.
Zasugerował wizytę u lekarza. Odpowiedziałam, że prawdopodobnie przemęczyłam się ostatnimi obowiązkami.
Nie chciałam jeszcze wypowiadać na głos tego, co zaczynało wydawać się coraz bardziej prawdopodobne.
Pewnego ranka zaczęłam liczyć dni. Najpierw pomyślałam, że to niemożliwe. Potem przypomniałam sobie wszystkie ostatnie objawy.
Kupiłam test ciążowy.
Dwie kreski.
Nie dowierzając wynikowi, poszłam do innej apteki i kupiłam kolejny. Rezultat był identyczny.
Trzeci test również potwierdził ciążę.
Siedziałam na brzegu wanny i patrzyłam na plastikowy przedmiot w dłoni. Przez dziewięć lat wierzyłam, że nigdy nie doświadczę takiej chwili.
Jednocześnie odczuwałam ogromny strach. Przecież lekarze wielokrotnie powtarzali, że naturalne poczęcie jest praktycznie niemożliwe.
Czy mogła to być pomyłka?
Nie chciałam robić sobie nadziei, zanim nie uzyskam potwierdzenia.
Dlatego jeszcze tego samego dnia pojechałam do szpitala.